Wenecja: Ken Loach o Polakach w Wielkiej Brytanii
Prawda o okrutnej imigracji, o życiu bez moralności, reguł i nadziei to pierwsze reakcje włoskich krytyków na festiwalu w Wenecji po prasowym pokazie filmu Kena Loacha "It's a Free World". Obraz nakręcono częściowo w Katowicach, z młodym polskim aktorem Lesławem Żurkiem w jednej z głównych ról.
Podkreśla się, że "It`s a Free World" Loacha to kolejny wstrząs na festiwalu po filmie "Redacted" Briana De Palmy o wojnie w Iraku. Żurek gra znajdującego się w rozpaczliwej sytuacji polskiego imigranta, żyjącego na nielegalnym kempingu. W filmie mowa jest o brutalnym wykorzystywaniu cudzoziemskich robotników w Wielkiej Brytanii, zmuszaniu ich do ciężkiej pracy i oszukiwaniu. Oficjalna projekcja filmu odbyła się w sobotę wieczorem.
- Roboczy tytuł filmu brzmiał "Nasze czasy". Jakby Loach chciał zarejestrować kondycję współczesnego świata - czytamy w korespondencji Barbary Hollender, dziennikarki Rzeczpospolitej - Nowy tytuł "To wolny świat..." niesie ironię. Loach podkreśla rozbieżność między rzeczywistością a szlachetnymi unijnymi hasłami. Mówi o tragedii ludzi, którzy nie mogą dla siebie znaleźć miejsca we własnym kraju.
- Kenowi Loachowi jak najdalszy jest pogląd prawicy, żeby eliminować nadmiar emigrantów. "It's a Free World..." mówi o czymś innym: o świecie bez solidarności - Tadeusz Sobolewski pisze w Gazecie Wyborczej - Myślę, że po to potrzebny był twórcy "Ziemi i wolności" polski robotnik, żeby przywołać jej zapomniane echo.
Wydarzeniem soboty była też prezentacja niepublikowanego nigdy wcześniej wywiadu z Michelangelo Antonionim, zmarłym 30 lipca tego roku.
Wywiad został nagrany w 1980 roku w czasie wizyty mistrza włoskiego kina w Wenecji.
W sobotę w Wenecji odbyła się także premiera "In the Valley of Elah", najnowszego filmu autora "Miasta gniewu", Paula Haggisa. Nagrodzony Oscarem kanadyjski reżyser opowiada w nim o tym jak wielkie piętno wywiera wojna na amerykańskich żołnierzach powracających z Iraku.
Projekcja "In the Valley of Elah" odbyła się w Wenecji zaledwie dzień po tym jak pokazano tu "Redacted", wstrząsający film Briana De Palmy o brutalnym gwałcie jakiego dopuścili się amerykańscy żołnierze na 14-letniej dziewczynce z Iraku (jeden z jej oprawców szeregowiec Jesse Spielman został skazany za to na 110 lat więzienia). Oba filmy badają kondycję, postawy i stres, któremu ulegają amerykańscy żołnierze podczas służby w Iraku. Obaj twórcy uważają także, że media ukrywają przed ludźmi najczarniejsze oblicza tej wojny.
- W czasie wojny w Wietnamie na miejscu było wielu znakomitych dziennikarzy, którzy z oddaniem robili to co do nich należało - mówił Haggis na spotkaniu po projekcji swojego obrazu - Wiedzieliśmy wszystko w telewizji. Teraz tego nie ma.
W "In the Valley of Elah" Tommy Lee Jones i Susan Sarandon wcialają się w role rodziców żołnierza, który tuż po powrocie z Iraku, znika w tajemniczych okolicznościach. Zrozpaczony ojciec rozpoczyna własne śledztwo, a w czasie jego trwania na jaw wychodzi mroczna prawda o wojnie w Iraku i destrukcyjnej sile z jaką niszczy ona umysły służących tu żołnierzy. Haggis mówi, że jego celem była realizacja filmu politycznego, ale nie stronniczego.
- Politycznego, bo każdy z filmów powinien być polityczny kiedy twój kraj jest na wojnie - mówi reżyser.
Film Haggisa otrzymał znakomite recenzje.
- Paulowi Haggisowi udało się uniknąć niemocy, która często dotyka reżyserów realizujących swój drugi film i nakręcić obraz, który ma szanse na wiele nagród. To dzieło głęboko refleksyjne, o potężnej sile rażenia, zrealizowane w jak najbardziej odpowiednim momencie i niezwykle wzruszające - pisze między innymi Michael Rechtshaffen z magazynu The Holywood Reporter.
Tymczasem rośnie liczba twórców i aktorów, którzy odwołują w ostatniej chwili swój przyjazd na trwający od środy 64. festiwal filmowy. Wiadomo już na pewno, że na Lido nie przyjedzie bardzo oczekiwana aktorka Scarlett Johansson, a także Eric Rohmer. Sędziwy francuski reżyser z powodu kłopotów ze zdrowiem nie weźmie udziału w pokazie swego filmu "Les Amours d'Astree et de Celadon", ubiegającego się o nagrodę Złotego Lwa.
Nie wiadomo, czy do Wenecji przybędzie w ogóle reżyser Quentin Tarantino, który już kilka razy w ostatnich dniach przekładał datę przyjazdu. Miał on być gospodarzem wielkiej retrospektywy westernu.
Wizytę na festiwalu odwołał Wes Anderson, reżyser konkursowego filmu "The Darjeeling Limited". Gra w nim Owen Wilson, który przed kilkoma dniami podjął próbę samobójczą w Los Angeles. W liście do organizatorów Mostra di Venezia Anderson wyjaśnił, że nie chce opuścić przyjaciela w tak ciężkiej chwili.
Z czterodniowym opóźnieniem na festiwal ma też wreszcie dotrzeć członkini jury, reżyserka Jane Campion, która przełożyła przyjazd z powodów rodzinnych. Zapowiedziano, że obejrzy ona wszystkie już wyświetlone konkursowe filmy.
źródło: film.pl
wstecz
Podkreśla się, że "It`s a Free World" Loacha to kolejny wstrząs na festiwalu po filmie "Redacted" Briana De Palmy o wojnie w Iraku. Żurek gra znajdującego się w rozpaczliwej sytuacji polskiego imigranta, żyjącego na nielegalnym kempingu. W filmie mowa jest o brutalnym wykorzystywaniu cudzoziemskich robotników w Wielkiej Brytanii, zmuszaniu ich do ciężkiej pracy i oszukiwaniu. Oficjalna projekcja filmu odbyła się w sobotę wieczorem.
- Roboczy tytuł filmu brzmiał "Nasze czasy". Jakby Loach chciał zarejestrować kondycję współczesnego świata - czytamy w korespondencji Barbary Hollender, dziennikarki Rzeczpospolitej - Nowy tytuł "To wolny świat..." niesie ironię. Loach podkreśla rozbieżność między rzeczywistością a szlachetnymi unijnymi hasłami. Mówi o tragedii ludzi, którzy nie mogą dla siebie znaleźć miejsca we własnym kraju.
- Kenowi Loachowi jak najdalszy jest pogląd prawicy, żeby eliminować nadmiar emigrantów. "It's a Free World..." mówi o czymś innym: o świecie bez solidarności - Tadeusz Sobolewski pisze w Gazecie Wyborczej - Myślę, że po to potrzebny był twórcy "Ziemi i wolności" polski robotnik, żeby przywołać jej zapomniane echo.
Wydarzeniem soboty była też prezentacja niepublikowanego nigdy wcześniej wywiadu z Michelangelo Antonionim, zmarłym 30 lipca tego roku.
Wywiad został nagrany w 1980 roku w czasie wizyty mistrza włoskiego kina w Wenecji.
W sobotę w Wenecji odbyła się także premiera "In the Valley of Elah", najnowszego filmu autora "Miasta gniewu", Paula Haggisa. Nagrodzony Oscarem kanadyjski reżyser opowiada w nim o tym jak wielkie piętno wywiera wojna na amerykańskich żołnierzach powracających z Iraku.
Projekcja "In the Valley of Elah" odbyła się w Wenecji zaledwie dzień po tym jak pokazano tu "Redacted", wstrząsający film Briana De Palmy o brutalnym gwałcie jakiego dopuścili się amerykańscy żołnierze na 14-letniej dziewczynce z Iraku (jeden z jej oprawców szeregowiec Jesse Spielman został skazany za to na 110 lat więzienia). Oba filmy badają kondycję, postawy i stres, któremu ulegają amerykańscy żołnierze podczas służby w Iraku. Obaj twórcy uważają także, że media ukrywają przed ludźmi najczarniejsze oblicza tej wojny.
- W czasie wojny w Wietnamie na miejscu było wielu znakomitych dziennikarzy, którzy z oddaniem robili to co do nich należało - mówił Haggis na spotkaniu po projekcji swojego obrazu - Wiedzieliśmy wszystko w telewizji. Teraz tego nie ma.
W "In the Valley of Elah" Tommy Lee Jones i Susan Sarandon wcialają się w role rodziców żołnierza, który tuż po powrocie z Iraku, znika w tajemniczych okolicznościach. Zrozpaczony ojciec rozpoczyna własne śledztwo, a w czasie jego trwania na jaw wychodzi mroczna prawda o wojnie w Iraku i destrukcyjnej sile z jaką niszczy ona umysły służących tu żołnierzy. Haggis mówi, że jego celem była realizacja filmu politycznego, ale nie stronniczego.
- Politycznego, bo każdy z filmów powinien być polityczny kiedy twój kraj jest na wojnie - mówi reżyser.
Film Haggisa otrzymał znakomite recenzje.
- Paulowi Haggisowi udało się uniknąć niemocy, która często dotyka reżyserów realizujących swój drugi film i nakręcić obraz, który ma szanse na wiele nagród. To dzieło głęboko refleksyjne, o potężnej sile rażenia, zrealizowane w jak najbardziej odpowiednim momencie i niezwykle wzruszające - pisze między innymi Michael Rechtshaffen z magazynu The Holywood Reporter.
Tymczasem rośnie liczba twórców i aktorów, którzy odwołują w ostatniej chwili swój przyjazd na trwający od środy 64. festiwal filmowy. Wiadomo już na pewno, że na Lido nie przyjedzie bardzo oczekiwana aktorka Scarlett Johansson, a także Eric Rohmer. Sędziwy francuski reżyser z powodu kłopotów ze zdrowiem nie weźmie udziału w pokazie swego filmu "Les Amours d'Astree et de Celadon", ubiegającego się o nagrodę Złotego Lwa.
Nie wiadomo, czy do Wenecji przybędzie w ogóle reżyser Quentin Tarantino, który już kilka razy w ostatnich dniach przekładał datę przyjazdu. Miał on być gospodarzem wielkiej retrospektywy westernu.
Wizytę na festiwalu odwołał Wes Anderson, reżyser konkursowego filmu "The Darjeeling Limited". Gra w nim Owen Wilson, który przed kilkoma dniami podjął próbę samobójczą w Los Angeles. W liście do organizatorów Mostra di Venezia Anderson wyjaśnił, że nie chce opuścić przyjaciela w tak ciężkiej chwili.
Z czterodniowym opóźnieniem na festiwal ma też wreszcie dotrzeć członkini jury, reżyserka Jane Campion, która przełożyła przyjazd z powodów rodzinnych. Zapowiedziano, że obejrzy ona wszystkie już wyświetlone konkursowe filmy.
źródło: film.pl
wstecz
