Avril Lavigne: 'The Best Damn Thing'
Avri chciała pokazać, że bardzo się zmieniła od czasów pierwszej i drugiej płyty i nagrać coś,co udowodni, że nie jest już młodą chłopczycą,tylko dojrzałą kobietą. Świat podbiła Avril Lavignekrążkiem "Let go" z przebojową piosenką "Complicated". Reszta piosenek wcale nie była gorsza od pierwszego singla. Nagrody posypały się garściami. Nie gorsza, ba, można powiedzieć, że wręcz dzieło "Under my skin", które potrójnie pokryło się platyną zapewniło kanadyjce miejsce wśród innych gwiazd i gwiazdeczek na alei muzyki."The best damn thing"? Nie stoi w szeregach płyt szczególnie dobrych. To nie nasza Avril, chodząca w trampkach i za dużych,męskich spodniach. To już dorosła kobieta, jej koncepcje muzyczne uległy dużej zmianie,szczególnie na wskutek ślubu, który wzięła 17 lipca 2006 roku z liderem formacji Sum 41, Deryck'iem Whibley'em. Współtwórcą płyty był Rob Cavallo(współpracował m.in z takimi zespołami jak Green Day czy My Chemical Romance)Czuć,że w Avril dokonała się przemiana-nie jest już młodą buntowniczką, więc nie potrzebny jej rockowy image. Singlem promującym jest piosenka "Girlfriend" do przesady puszczana we wszystkich możliwych stacjach i rzekomo plagiat piosenki grupy The Rubinoos z 1978 roku, zatytułowanej "I Wanna Be Your Boyfriend". Gdy pierwszy raz zobaczyłam teledysk pomyślałam: Czy to naprawdę ona? Tak, to była ona, choć może już nie zupełnie ta sama. Zmiana w niej dokonała się na oczach i w "uszach" fanów. Pozostałe single "Keep holding on" wyprodukowany wspólnie z Dr.Lucke'iem i "Hot" to przyjemne kompozycje,choć nie zapadają w pamięć. Kolejny,ostatni już singiel to piosenka "When you're gone" który warto wyróżnić choćby za to, że przypomina nam "jak to było dawniej". Ciekawy tekst i zdecydowane wyróżnienie refrenu od reszty. Wspomnieć warto też o: "I can do better" za pozytywną energię, oraz "Runaway" za stare, dobre refreny, riffy i magnetyzm utworów Avril. Najsłabszym ogniwem zdaje się być tytułowa "The best damn thing". Pod względem warstwy tekstowej, bywało lepiej. Czuć już, niestety wpłyt popowych utworów na naszą niegdyś niezależną pannę.
Czasy się zmieniają i ludzie się zmieniają,teraz przyszła pora na nią. Gdyby zmienić autora płyty, możnaby było pogodzić się, jednak gdy jest to Avril Lavigne, ta wnosząca taubenfielda na scenę, biegającą w krawatach, zmiana jest szokująca i wielu może nie chceć się z nią pogodzić. Nie jest już podlotkiem i chce to udowodnić. Ma nam jeszcze wiele do zaoferowania, i mimo że płyta sprzedaje się świetnie, to niekoniecznie będzie na ustach i w sercach wszystkich słuchaczy.
źródło: Paulina Trzewiczek/muzyka.pl
wstecz
